ptaki powracające po zimie do Polski

Ormuss mus sein

Temat: Bociani szczyt demograficzny
Bociani szczyt demograficzny

Dzięki ptakom z Polski – „Polakom” i „Polkom”, jak się je nazywa – Szwecja przeżywa bociani szczyt demograficzny. w 109 gniazdach tych ptaków zaobserwowano co najmniej 166 jaj, z których już zaczynają się wykluwać pisklęta.


W bocianich gniazdach wykluwają się już małe bociany (fot. PAP/Lech Muszyński)

Jak podaje komunikat stowarzyszenia zajmującego się odbudową bocianiej populacji, 77 jaj, czyli prawie połowa, jest „polskiego” pochodzenia.

Południe Szwecji zamieszkiwało niegdyś wiele bocianów. Jednak w miarę osuszania ziem, intensyfikacji rolnictwa oraz jego chemizacji liczba tych ptaków szybko malała. W 1954 roku po raz ostatni zanotowano obecność żyjącego na wolności bociana.

W latach 70. postanowiono podjąć próbę odbudowy populacji tych ptaków. Stowarzyszenie ornitologiczne przy pomocy władz oraz organizacji ekologicznej WWF sprowadziło w 1972 roku pierwsze bocianie pary ze Szwajcarii – kraju, który odtworzył u siebie populację bocianów. Umieszczono je w ptaszarni, skąd chciano następnie pobierać odchowane już młode i wypuszczać na wolność.

Pomysł okazał się niewypałem. Doświadczenia szwajcarskie nie na wiele się przydały w warunkach szwedzkich. Sprowadzone ze Szwajcarii ptaki pochodziły z gatunku zamieszkującego Algierię. Północnoafrykańskie bociany nie miały instynktu odlatywania przed nadejściem zimy do cieplejszej strefy klimatycznej. Wypuszczone na wolność w większości zginęły z zimna, a te, które odleciały, już nie powracały.

Okazało się, że Szwecję zamieszkiwały kiedyś bociany wywodzące się z odmiany wschodnioeuropejskiej, zimującej na Bliskim Wschodzie. Dlatego w 2004 r. sprowadzono z poznańskiego ogrodu zoologicznego 40 bocianów – „Polek” i „Polaków”, jak się je popularnie nazywa.

To właśnie ich potomstwo, już wyklute w szwedzkich ptaszarniach, zaczyna zasiedlać coraz liczniejsze gniazda na wolności. Bociany te, kierując się wrodzonym instynktem, odlatują przed zimą i powracają wiosną.





(PAP)
msies

ze str. [url] http://ww6.tvp.pl/1875,20070522501616.strona[/url]
Źródło: klubciconia.avx.pl/forum/viewtopic.php?t=2200



Temat: Ciekawostki przyrodnicze
Jak podano w wtorek w komunikacie stowarzyszenia zajmującego się odbudową bocianiej populacji, w 109 gniazdach tych ptaków zaobserwowano co najmniej 166 jaj, z których już zaczynają się wykluwać pisklęta.

- A co najważniejsze - podkreśla komunikat - 77 jaj, czyli prawie połowa, jest "polskiego" pochodzenia.

Południe Szwecji zamieszkiwało niegdyś wiele bocianów. Jednak w miarę osuszania ziem, intensyfikacji rolnictwa oraz jego chemizacji liczba tych ptaków szybko malała. W 1954 roku po raz ostatni zanotowano obecność żyjącego na wolności bociana.

W latach 70. postanowiono podjąć próbę odbudowy populacji tych ptaków. Stowarzyszenie ornitologiczne przy pomocy władz oraz organizacji ekologicznej WWF sprowadziło w 1972 roku pierwsze bocianie pary ze Szwajcarii - kraju, który odtworzył u siebie populację bocianów. Umieszczono je w ptaszarni, skąd chciano następnie pobierać odchowane już młode i wypuszczać na wolność.

Pomysł okazał się niewypałem. Doświadczenia szwajcarskie nie na wiele się przydały w warunkach szwedzkich. Sprowadzone ze Szwajcarii ptaki pochodziły z gatunku zamieszkującego Algierię. Północnoafrykańskie bociany nie miały instynktu odlatywania przed nadejściem zimy do cieplejszej strefy klimatycznej. Wypuszczone na wolność w większości zginęły z zimna, a te, które odleciały, już nie powracały.

Okazało się, że Szwecję zamieszkiwały kiedyś bociany wywodzące się z odmiany wschodnioeuropejskiej, zimującej na Bliskim Wschodzie. Dlatego w 2004 r. sprowadzono z poznańskiego ogrodu zoologicznego 40 bocianów - "Polek" i "Polaków", jak się je popularnie nazywa.

To właśnie ich potomstwo, już wyklute w szwedzkich ptaszarniach, zaczyna zasiedlać coraz liczniejsze gniazda na wolności. Bociany te, kierując się wrodzonym instynktem, odlatują przed zimą i powracają wiosną.
Źródło: winchester.com.pl/viewtopic.php?t=243


Temat: Zimowy dystans ucieczki w świecie ptaków
„Zimowy dystans ucieczki w świecie ptaków
Tekst: Krzysztof Pawlukojć
Źródło: Przyroda polska, nr 2/2010


Zimą ptaki mają wiele trudności, by znaleźć pożywienie: śnieg, lód, brak owadów i niewiele pokarmu roślinnego. Aby przetrwać, trzeba zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia, terytorium, a czasem zachowania.

W czasie ostrej zimy tereny miejskie stają się azylem dla wielu gatunków ptaków, zwykle omijających obszary zagospodarowane przez człowieka. Jednak w tym okresie miasto stwarza szansę na przetrwanie. Osiedla, śmietniska, miejskie parki i ogrody to stołówki bardziej zasobne niż zastygłe w śnieżnej zmarzlinie opustoszałe łąki i pola. Obserwacja ptaków o tej porze roku może dostarczyć wielu interesujących spostrzeżeń. Przede wszystkim na uwagę zasługuje zjawisko zmiennego dystansu ucieczki, czyli określonej dla danego gatunku odległości, zapewniającej poczucie bezpieczeństwa. Na przykład popularne krzyżówki, które w środowiskach pozamiejskich najbezpieczniej czują się w odległości 100 m od człowieka, na niewielkich stawach, oczkach wodnych, czy wąskich rzeczkach w dużych miastach nie mają szans na komfortową izolację. Decydując się więc na dłuższy pobyt w nowym dla siebie otoczeniu, muszą przełamać lęk.

Podczas zimowych spacerów bardzo często możemy spotkać stada ptaków żerujących na jarzębinach. Kwiczoły, dzwońce czy gile, wyraźnie pochłonięte swoimi zajęciami, zdają się nie zważać na obecność człowieka. Bardzo często przesiadują na drzewkach rosnących wzdłuż ruchliwych ulic i chodników. Kilkumetrowy dystans ucieczki zdaje się być znacznie mniejszy niż u tych samych gatunków wiosną i latem. W tym przypadku jednak nie możemy takiej pewności, gdyż kwiczoły i gile są ptakami częściowo wędrownymi i na zimowe miesiące do krajowej populacji dołączają również ptaki gnieżdżące się na dalekiej północy. Przybyłe z mało zaludnionych terenów osobniki bardzo często nie odczuwają tak dużego respektu przed człowiekiem, gdyż w swoim środowisku przeważnie nie miały z nim żadnego kontaktu. Tak więc te „odważne” osobniki, które widzimy podczas zimowych spacerów, to w dużej większości „element napływowy” z północno-wschodniej części Europy.

Odmienność zachowań ptaków przybyłych do naszych miast na okres zimowy możemy dostrzec obserwując jemiołuszki. Żyjące w ciągu roku w dzikich i niedostępnych dla człowieka tajgach i lasotundrach ptaki, nie znają specyfiki funkcjonowania w dużym mieście i często nieracjonalnie oceniają zagrożenie. Żerujące w wielkich stadach ptaki na niskich drzewach jarzębiny reagują ucieczką bardziej ze względu na ruch niż na samego człowieka. Poderwanie się jednego osobnika do lotu jest wystarczającym sygnałem alarmowym dla pozostałych ptaków. Najczęściej jest to jedynie wycofanie się w bezpieczne miejsce, którym jest oddalone ok. 100 m wysokie drzewo. Jeżeli pozostaniemy przy jarzębinie i nie będziemy wykonywać gwałtownych ruchów, ptaki po kilku minutach powrócą. Jemiołuszki bardzo nerwowo reagują na samochody i ruch uliczny: ptaki przesiadujące na niskiej jarzębinie tuż przy ulicy uciekają przed każdym zbliżającym samochodem. Kiedy się oddali, powracają na miejsce. Przy dużym, natężeniu ruch stado jemiołuszek niemal bez przerwy kursuje między przydrożną jarzębiną, a swoim bezpiecznym punktem obserwacyjnym. Rzadko rezygnują i pozostawiają zasobne w owoce drzewko. Lęk prze zgiełkiem jest dowodem na brak przystosowania się i znajomości warunków życia miejskiego. Ptaki żyjące w mieście, takie jak kawki czy gołąbie, spacerujące nawet tuż przy ulicy, nie odczuwają zagrożenia ze strony „hałasujących maszyn”.

Zimą do miast zaglądają również ptaki szponiaste: krogulce, jastrzębie czy myszołowy. Najbezczelniejsze są krogulce. Często niemal w obecności człowieka rzucają się na małe ptaki. Często się też zdarza, że w miarę upływu czasu ptaki coraz bardziej dostosowują się do miejskich warunków i stają się coraz mniej płochliwe.

Najłatwiej można to zauważyć u niektórych gatunków przypadkowo zimujących u nas kaczek, takich jak m.in. cyraneczki, świstuny czy głowienki. U obserwowanej przeze mnie cyraneczki dystans bezpieczeństwa w ciągu miesiąca zmniejszył się z dziesięciu do dwóch m. Ptak, który początkowo trzymał się jak najdalej od brzegu, przebywając na końcu stada dużego stada krzyżówek, po pewnym czasie wychodził na brzeg i pozwalał się fotografować z najbliższej odległości.

Prawdziwą rekordzistka tej zimy jednak pewna sikorka uboga. Siedząca w karmniku i pałaszująca nasiona pozwoliła podejść do siebie… na wyciągnięcie ręki. W takiej sytuacji można mówić o zupełnej likwidacji dystansu ucieczki. Co ciekawe, gdy minie zima i ptaki powrócą do swoich naturalnych środowisk, zmianom ulegnie również dystans ucieczki. Te same ptaki, które w mieście zupełnie nas się nie obawiały, wiosną i latem z daleka będą uciekały na nasz widok. I od tej pory, żeby obserwować ptaki i zrobić im jakieś zdjęcia trzeba już się będzie dobrze maskować…

Źródło: klubciconia.avx.pl/forum/viewtopic.php?t=6929


Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Ormuss mus sein